Strona główna POWIATY Marian Chmura sołtys z 35-letnim stażem

Marian Chmura sołtys z 35-letnim stażem

Marian Chmura pracę jako sołtys rozpoczął w 1978 roku, w tym roku mija 35 lat jego społecznej działalności.

Teczka na ramieniu, telefon w ręce i oczywiście uśmiech na twarzy – tak pokrótce można scharakteryzować 73-letniego sołtysa Motycza Poduchownego – Mariana Chmurę.

Pracę społeczną w latach 60-tych rozpoczynał od ochotniczej straży pożarnej, tam szybko zyskał zaufanie mieszkańców. W 1978 roku został wybrany na urząd sołtysa. Funkcję tę pełnił do 1998 roku, po ośmiu latach przerwy w 2006 roku ponownie lokalna społeczność obdarzyła go zaufaniem zaufania. Marian Chmura jest również radnym gminy Gorzyce.

Kiedy obejmował funkcję sołtysa miał niewiele ponad 30 lat. Jak mówi zadania, które zostały mu wówczas przydzielone, były zupełnie inne niż te, które obecnie wykonuje. – Obowiązkiem sołtysa w tamtych czasach było m.in. prowadzenie księgi meldunkowej. Sołtys musiał odnotowywać w niej urodzenia i zgony. Poza tym każdy niezameldowany w danej miejscowości obywatel, który przebywał dłużej niż 24 godziny na danym terenie, musiał zgłosić ten fakt u sołtysa, a sołtys miał obowiązek odnotować wszystko w księdze meldunków – wspomina Marian Chmura.

Wtedy było inaczej – mówi. – Dzisiaj sołtys idzie do urzędu, zgłasza problemy, ustala rozwiązania i wcześniej czy później sprawy są załatwiane. Do tego każde sołectwo ma swój budżet i sami jako mieszkańcy możemy decydować o jego przeznaczeniu. Ponadto do pomocy mamy cały sztab pracowników i współpracowników urzędu. Teraz nie trzeba „załatwiać” niczego jak kiedyś – śmieje się. – Pamiętam, zależało nam, aby do naszej miejscowości została doprowadzona instalacja gazowa. Nie było to takie proste, bo miejscowość była niewielka, trzeba było wykonać bardzo wiele zabiegów, aby przekonać decydentów. Ale udało się. Ostatecznie gazociąg poprowadzono z Gorzyc przez Motycze do Wrzaw.

– Dziś niewyobrażalne jest, aby budować czy modernizować cokolwiek bez pozwoleń, dokumentacji,      a przede wszystkim bez budżetu – podkreśla. – Nikt nie pozwoliłby na to, aby ktokolwiek budował bez uprawnień, szkoleń i odpowiedniego przygotowania. A kiedyś tak właśnie było. Wszystko na wariackich papierach. Pamiętam, kiedy rozpoczęliśmy modernizację świetlicy wiejskiej. To był stary budynek, wszystko się w nim sypało. Sam tworzyłem dokumentację, załatwiałem pieczątki i pozwolenia, a nawet pieniądze na budowę – mówi.

– Kiedyś prowadziłem też taką księgę przeciwpożarową – wspomina sołtys. – W latach 50-tych w Motyczu Poduchownym wybuchały bez przerwy jakieś pożary. Ustalono, że każdej nocy dyżur będą pełnili mieszkańcy poszczególnych domostw. I tak dom w dom przez ponad 20 lat mieszkańcy pilnowali wsi, a w przypadku zagrożenia informowali innych. Później sytuacja z pożarami się uspokoiła i zlikwidowaliśmy dyżurową listę kolejkową – opowiada.

– Obowiązkowe kiedyś były również prace w ramach tzw. czynów społecznych – tego też sołtys musiał dopilnować. Nigdy u nas z tym nie było problemów. Wszyscy wiedzieliśmy, że jeżeli czegoś nie zrobimy sami, nikt za nas tego nie wykona i zwyczajnie tego w naszej miejscowości nie będzie. Sami budowaliśmy świetlicę i remizę, tak też powstała drewniana szkoła. Sami „łataliśmy” dziury w drogach, załatwiając tzw. aszkę, czyli odpady z wypalonego węgla, sami odśnieżaliśmy drogi. W zasadzie wszystko robiliśmy sami. I ludzie wtedy byli inni. Mam wrażenie, że wszyscy wówczas byli bardziej zaangażowani. Pamiętam, organizowaliśmy mnóstwo wspólnych ognisk, zabaw tanecznych w okresie karnawału, czy andrzejek.      W świetlicy wówczas niczego nie było – ani stołów, ani krzeseł – każdy wszystko przynosił z domu – wspomina.

Ponad połowę swojego życia Marian Chmura poświecił pracy społecznej. Choć jak podkreśla funkcja sołtysa, nie należy do najłatwiejszych, to jednak gdyby miał możliwość cofnąć czas, niczego nie zmieniłby. – Każdy z mieszkańców jest inny, ma inne wymagania i wyobrażenia na temat, chociażby funkcjonowania samorządu w obecnej formie. Ale to też funkcja, która przynosi wiele satysfakcji i radości. Szczególnie wtedy, kiedy udaje się coś zrobić dla dobra innych – zaznacza sołtys.